Jestem przekonana, że dzielenie się swoimi niedoskonałościami jest wielce pedagogiczne, a zatem przychodzę dziś podzielić się z Wami wyzwaniem, przed którym stanęłam. Wiem z zajęć indywidualnych i grupowych, że uczestnictwo w dyskusjach to nie tylko chłodna logika, ale też emocje, które za tym stoją. Pytania o to, czy dacie sobie radę, jak coś powiedzieć tak, aby na pewno zostało zrozumiane, ale też było wartościowe i wnoszące.
Wielokrotnie pracujemy nad tym, żeby już z założenia uznać, że Twój wkład będzie wartościowy, bo zawsze może być ktoś, kto coś dobrego dla siebie weźmie z tego, co powiesz. A jak mi to idzie w praktyce?

Ostatnio miałam okazję rozmawiać o tekstach Jolanty Brach-Czainy z dziewczynami ze Wspólnego Pokoju. Przyznam, że czułam, że jest to dla mnie wyzwanie. O ile dyskusje nad filozofią nie wydawały mi się niczym trudnym, bo w tym czuję się pewnie, o tyle o drugiej stronie tekstów Jolanty – części poetyckiej, literackiej, artystycznej – bałam się. Zwłaszcza, że wiedziałam, że moje współrozmówczynie niewspółmiernie lepiej znają się na tej dziedzinie niż ja, a w dodatku – ja poezję i literaturę już dawno zdradziłam.
Dużo było we mnie emocji i wątpliwości. Czy mogę dyskutować o tak pięknych tekstach, gdy sama czytam ostatnio głównie treści naukowe i traktuję to jak pracę, a nie przyjemność? Czy w ogóle moja dusza jeszcze jest otwarta na piękno słowa, czy już tylko w zardzewiały sposób może reagować na coś, co zdaje mi się ładne, ale nie wiem, jak o tym opowiedzieć? Czy z moich wypowiedzi słychać będzie, że zatrzymałam się w relacji z poezją już bardzo dawno, i trochę ze wstydem patrzę w jej stronę?
Zwłaszcza, że wiedziałam, że moje współrozmówczynie niewspółmiernie lepiej znają się na tej dziedzinie niż ja, a w dodatku – ja poezję i literaturę już dawno zdradziłam. Dużo było we mnie emocji i wątpliwości. Czy mogę dyskutować o tak pięknych tekstach, gdy sama czytam ostatnio głównie teksty naukowe i traktuję to jak pracę, a nie przyjemność? Czy w ogóle moja dusza jeszcze jest otwarta na piękno słowa, czy już tylko w zardzewiały sposób może reagować na coś, co zdaje mi się ładne, ale nie wiem, jak o tym opowiedzieć? Czy z moich wypowiedzi słychać będzie, że zatrzymałam się w relacji z poezją już bardzo dawno, i trochę ze wstydem patrzę w jej stronę?
Czy jestem dostatecznie kompetentna, by rozmawiać na ten temat? – wszystkie powyższe pytania sprowadzały się do tego jednego. Pytania, których moim studentom zdarza się nawet nie stawiać, bo od razu mówią, że nie, a mnie wtedy skręca, bo chciałabym, żeby nie określali sobie warunków wstępu do tak ludzkiego przeżycia jakim jest rozmowa. I w tym lęku i stresie poczułam miłe zjednoczenie z lękami i stresem, którym towarzyszę zwykle po drugiej stronie. I jakoś zaczęło być mi lżej, a lawina pytań ustąpiła.
Spotkanie poszło mi, zdaje się, dobrze. I, oczywiście, mam nadzieję, że choć jedna osoba znalazła w moich słowach coś dobrego dla siebie – choćby to, że widzi świat inaczej.
Na pewno ja wzięłam dużo inspiracji dla siebie, ale też, po prostu zwyczajnie, mogłam zderzyć moje przemyślenia z przemyśleniami innych. Zdecydowanie też przyjemnością było rozmawianie z poetkami i specjalistkami od poezji, które pomagały mi precyzować wypowiedzi w sposób refleksyjny, a nie tylko logicyzujący. Było to doświadczenie, które mnie wzbogaciło – jako uczestniczkę rozmów i jako nauczycielkę rozmów. Za to jestem wdzięczna i z tego jestem zadowolona.
/fot. Andrzej Stawiński/MIK

fot. Andrzej Stawiński/MIK

0 komentarzy